Czwartek.
Dziś przeżyłam piekło. Budząc się rano przez pierwszą minutę nie pamiętałam poprzedniego dnia, tylko przez tą minutę miałam uśmiech na twarzy. Przypominając sobie to wszystko zniknął natychmiast. Wciąż zadawałam sobie pytanie, dlaczego nie zostałam od razu zaakceptowana? Przed pierwszym dniem w szkole trwałam w przekonaniu, że będzie łatwo. Zaglądając do swojej szafy po raz pierwszy nie miałam się w co ubrać z innego powodu, niż ciągłe chodzenie w tych samych ubraniach. Bałam się ubrać w swoje codzienne ubrania, by nie wywołać ich śmiechu. Tak, bałam się. Czułam się bezbronna, cała moja siła dominowania w grupie gdzieś schowała się we mnie, jakby bezpowrotnie. Wyciągnęłam z szafy co wpadło mi pod rękę, oczywiście nie biorąc tego dosłownie, przemyślałam przelotnie co do czego by pasowało. Z ubraniami przewieszonymi przez ramię udałam się do łazienki. Popatrzyłam w lustro i po raz pierwszy dostrzegłam w sobie inną osobę. Ta osoba bała się jutra, nie była pewna co stanie się za chwilę, z jej oczu wyczytać można było wszystkie drzazgi w psychice jakie wyrządziło jej życie, a cienie pod oczami dawały znak, że spędziła większość tej nocy na budowaniu w głowie swojej przyszłości. Wychodząc z domu nie zapomniałam jeszcze raz przejrzeć się w lustrze. Szkoda czasu na poprawki, udałam się do szkoły. Już w drodze do szkoły napotkałam wrogie, szydercze spojrzenia. Traciłam siły. Wchodząc do szkoły starałam się nie zauważać tego wszystkiego, nie słuchać. Czasem żałuję, że nie da się zamknąć uszu i umysłu, jak oczu. Przebrałam się w szatni dość szybko i spojrzałam w plan zajęć. Zaczynałam od języka polskiego w sali 14. Bałam się iść wtedy, pięć minut przed dzwonkiem, pod klasę i czekać na dzwonek razem z innymi, więc usiadłam na ławce i włożyłam słuchawki w uszy. Muzyka jako jedyna dawała mi natchnienie. Cudowne symfonie. Dzwonek był tak głośny, że skutecznie zagłuszył utwór w moich uszach, czego chciałam uniknąć. Zebrałam się szybko, wzięłam torbę i pobiegłam pod klasę. Tak, jakbym zapomniała, że jestem w nowej szkole, nie przewidziałam, że nie będę wiedziała gdzie jest sala 14. Gdy zapytałam się sekretarki, spojrzała na mnie takim wzrokiem, jak ludzie napotkani po drodze do szkoły, po czym podała mi plan szkoły na małej ulotce. Szybko udałam się na drugie piętro starając się nie myśleć o niczym innym. Wchodząc do klasy zastałam już wszystkich, lecz nauczycielki języka polskiego jeszcze nie było. Po moim wejściu zapanowała grobowa cisza. Przestraszyłam się, gdy w ostatnich ławkach zobaczyłam grupę z wczoraj, cztery osoby - dwóch chłopaków i dwie dziewczyny. Wydawało się, że panowali w tej klasie. Jak się dowiedziałam później, przystojny brunet o piwnych oczach w dresach i aroganckich butach Rbk nazywa się Dominik, drugi blondyn o niebieskich oczach w jeansach i szerokiej bluzie Mateusz. Ruda dziewczyna, której włosy z daleka wyglądały jak farbowane nazywa się Michalina. Moją uwagę przykuła blondynka o wyrazistych rysach twarzy, z błękitnymi oczami, tak przejrzystymi jak woda. Wydawało mi się, że przeszywała mnie wzrokiem. Mówią na nią Julia. Lekcje mijały dość spokojnie. Przerwy bez zbędnych komentarzy, przyznaję, że nie spodziewałam się tego, choć odstawałam trochę od "ich" normalności. Zdarzały się głupie spojrzenia, śmiechy, ale wydawało mi się, że już się do tego przyzwyczaiłam. Zmieniając buty w szatni poczułam na ramieniu dotyk. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak się wystraszyłam. Zdawałam sobie sprawę, że miałam taką minę, która mnie nieźle ośmieszyła. Zobaczyłam rudą dziewczynę, Michalinę - Miśkę, która pochyliła się nade mną by powiedzieć, że muszę się zmienić. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co mam zrobić. Przemyślałam to dopiero w domu. Siedząc na szerokim parapecie, który tak podobał mi się w moim pokoju i wpatrując się w szarość miejskiej okolicy, stwierdziłam, że nie potrafię się zmienić, nie wiem jak to zrobić, a poza tym akceptuje siebie w pełni i podobam się sobie. Nie chcę się zmieniać. Może Jula zostanie moją przyjaciółką ?
Szkoła:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz