14 września.

Come back. ♥



    Otworzyłam pamiętnik wieczorem, a wydawało mi się, jakbym od dawna nie spoglądała na jego czyste, jeszcze niezapisane kartki. A przepraszam, rzeczywiście, już tydzień do niego nie zaglądałam. Dzisiejszy dzień obrócił moje nowe Łódzkie życie o 180 stopni. Do tej chwili siedzę z uśmiechem na twarzy. W ciągu tygodnia zaszły w moim życiu niepowtarzalne zmiany. Nie błyłam w szkole. Oczekiwałam w niej pustych i pytających spojrzeń. Odpuściłam sobie. Sięgnęłam po nową książkę, wciągnęły mnie. Dopiero dziś rano zauważyłam, jak obszerna jest moja biblioteka, jak obfita w książki mojego gustu. Przed chwilą skończyłam czytać jedną z nich. Ale czy to są te zmiany? Nie, oczywiście, że nie. Czytać zaczęłam rano, przed chwilą skończyłam wspaniałą końcówkę, którą zostawiłam sobie na wieczór. Między ostatnią kropką wczesnym popołudniem, a pierwszą dużą literą późnym wieczorem, wiele się wydarzyło.
Przyszedł pod mój dom, gdy zagłębiałam się już 4 godzinę w lekturze. Zostało mi ok. pięćdziesięciu stron, gdy zawiasy furtki zaskrzypiały. Nerwowo podniosłam głowę, byłam zła, że ktokolwiek przerwał mi w czytaniu. W chwili, gdy go zobaczyłam, zrobiło mi się niebywale ciepło, choć temperatura powietrza nie przekraczała 20 stopni. Trzymał w ręku bukiet bzu, uśmiechał się do mnie słodko. Odłożyłam książkę na bok, stała się najmniej ważna w tamtej chwili. Podeszłam do niego, dałam mu buziaka w policzek i wzrokiem kazałam usiąść, a sama weszłam do domu, by wstawić bez do wazonu.
Nie pisałam jeszcze o naszej historii. Przyszedł dzień po tym, jak "zgasiłam" Dominika w szkole. Rozmawialiśmy prawie cały dzień, spacerując po oświetlonych ulicach. Nie brakło nam tematów, a co najlepsze świetnie się razem bawiliśmy. A może co najgorsze? Może to zabrzmi banalnie, ale gdy musiałam wracać, odwrócił się do mnie plecami, by zerwać biały jak śnieg bez. Kazał mi zamknąć oczy. Zaszedł mnie od tyłu, by móc mnie objąć i muskać mnie po twarzy bzem, który tak bajecznie pachniał. Nie wiem, dlaczego pozwoliłam mu się w taki sposób dotknąć, nie chciałam sobie tego tłumaczyć, to było przyjemne. Wątpliwości co do dystansu między nami poczułam, gdy wyszeptał mi do ucha " Kocham Cię ". Otworzyłam wtedy oczy, odwróciłam się i spojrzałam na niego. Miał minę skruszoną, lecz pełną szczerości. Jedyne, co mogłam wtedy zrobić, to przejść przez ulicę i wkroczyć przez furtkę na swoje podwórko. Przez resztę tamtego wieczoru czytałam, choć nie mogłam się za grosz skupić na danej książce. Następnego dnia po tym zdarzeniu odwiedził mnie. Odwiedzał mnie tak i odwiedza wciąż. Traktuję go jak przyjaciela, a może tylko to sobie wmawiam? Jest jedna osoba, która przeszkadza nam we wszystkim, w spotkaniach, w rozmowach, wciąż dzwoni, pisze. To jego dziewczyna. Nie wypalę przy nim z tekstem, żeby jej powiedział, bo niby o czym? W nic się nie angażuję, to on wyznał mi uczucie. Ale jak to, jak to się nie angażuję? W takim razie dlaczego na jego widok serce skacze mi do gardła, na twarzy pojawia się automatycznie uśmiech, a ja cała w skowronkach rwę się do niego, ledwo się powstrzymując, by nie rzucić mu się w ramiona?
Wyszłam z powrotem do ogrodu zastając go na hamaku. Bujał się z twarzą wpatrzoną w chmury, bądź niebo. Odchrząknęłam głośno. W jednej sekundzie stał tuż przy hamaku. Uśmiechnął się szeroko na mój widok.
- Julia.
- Mateusz...
Nie chciałam dłużej ukrywać tego, co kryje się w moim sercu. Nie wiedziałam, czy jego serce nie podjęło decyzji nie korzystnej dla mnie, lecz nie chciałam zwlekać. Wypaliłam z tekstem, że musimy porozmawiać, że to potrwa, że musimy się przejść. W myślach miałam obraz tej rozmowy, kilkosekundowe wyznanie z mojej strony i mężnie przyjęcie przez niego tej wiadomości.
Spacerowaliśmy tymi ulicami co zawsze, mijaliśmy ten sam plac zabaw co zawsze, słońce świeciło jak zawsze. Z pozoru nic się nie zmieniło, jednak czułam, że moje słowa zmienią wielę. W jednej chwili, przy wejściu w naszą ulubioną uliczkę, coś we mnie tchnęło. Jednym tchem wyznałam mu co czuje i czego od niego oczekuję. Między innymi powiedziałam, że już dłużej nie mogę traktować go jak znajomego, ponieważ czuję do niego coś więcej, znacznie więcej. Stwierdziłam z wzrokiem wpatrzonym przed siebie, jakby w nicość, że to już za daleko zaszło, ta rysa w moim sercu, jaką wyrył przez ten tydzień. Oczekiwałam od niego tylko jednego. Niech powie o naszych uczuciach swojej dziewczynie.
Obiecał, obiecał że to zrobi i następne kilka godzin spędziliśmy na rozmowie, śmiechach, szturchaniu się, przytulaniu i ...
Gdy nadszeł czas wracania do domu, stwierdził, że mnie odprowadzi. Żegnaliśmy się tam gdzie zawsze, na chodniku, na przeciw którego po drugiej stronie ulicy stała furtka prowadząca do mojego podwórka. Ucałowałam go w policzek, jak to robiłam zawsze i stanęłam na krawężniku rozglądając się, czy coś nie jedzie, by móc przejść przez ulicę i otwierając skrzypiącą furtkę skierować się do domu. Poczułam jego dłoń na lewym biodrze. Odwrócił mnie do siebie i z uśmiechem stwierdził, że moje dzisiejsze wyznania zobowiązują mnie do czegoś. Popatrzył mi głęboko w oczy i zacisnął wargi. Czułam, że chce, by to było ważne wydarzenie dla nas. Przyciągnął mnie delikatnie do siebie i zbliżył twarz do mojej twarzy. Uległam, nie chciałam tego przerwać. Wciąż patrzył mi w oczy i musnął wargami moje usta, delikatnie. Gdy zauważył, że nie stawiam sprzeciwu, zatopił się w nich ostatecznie. Czułam jak jego język przedostaje się przez ścisk naszych warg. Nasze języki powoli dotykały siebie, lecz od razu się rozłączały, jakby bały się zrobić pierwszego, decydującego kroku. Serce biło coraz szybciej. W końcu nasz pocałunek nie różnił się niczym od tych prawdziwych pocałunków. Po chwili nasze wargi rozłączyły się. Uśmiechnęłam się szczerze, w jego oczach dostrzegłam łzę. Byłam wręcz pewna, że z Julą, swoją dziewczyną nie odczuwał tego, co ze mną. Coś o tym wiem, takie uczucie zdarza się raz, przy tym prawdziwym pierwszym pocałunku. Mimo to że ja taki już przeżyłam, również uroniłam łzy. Wyrwałam się z jego uścisku i przebiegłam przez ulicę. Otworzyłam furtkę i odwróciłam się na chwilę. Już odchodził, tęsknie patrzyłam chwilę w jego stronę. Po chwili już biegłam cała w skowronkach przez ogródek, złapałam w biegu książkę, która leżała na ogrodowym stole i wręcz rzuciłam się na hamak. Wypieki na twarzy świadczyły o chwilowym podnieceniu. Już tęskniłam, choć pożegnaliśmy się tym wspaniałym pocałunkiem krócej niż minutę temu. To chyba się nazywa miłość. Tak, to na pewno się nazywa miłość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Łączna liczba wyświetleń