Piątek.
Siedziałam przy stole. Stały przede mną talerz z grzankami i kubek z lemoniadą. Nie miałam ochoty jeść, lub po prostu nie moglam. Wciąż byłam myślami tam, w naszym miejscu w lesie. Wciąż przypominałam sobie, jak szeptając słowa naszej piosenki usiadł obok mnie i wpatrywał się w gwiazdy. Nie dawał zaków obecności, jednak czułam ją, jak nigdy wcześniej. Może to przez to, że zbyt długo się nie widzeliśmy i serce oswajało się z myślą, że znów mam go na wyciągnięcie ręki? Gdy wczorajszego dnia około godziny po tym, jak usiadłeś przy mnie, wstałam i wkładając ręce w kieszenie podążyłam w kierunku drogi, słyszałam, jak szedł za mną. Nie ze mną, za mną, jakieś kilka metrów dalej. Każdy jego krok sprawiał, że serce biło intensywniej. Dogonił mnie, gdy zbliżaliśmy się do domu, jego domu. Otworzył przedemną furtkę. Dopiero wtedy, przechodząc bezpośrednio obok niego, poczułam ten zapach. Zapach, za którym moje nozdrza tak tęskniły. Zapach, który pozostał we mnie tamtych wakacji i zanikał z każdym dniem, aż do wczoraj. Wczoraj znów mogłam go poczuć i zachować, przynajmniej do dzisiejszego ranka.
Po śniadaniu postanowiłam się wypakować. Adrian udostępnił mi jeden cały pokój tylko dla siebie. Pokój był na przeciw jego pokoju. Nie chciałam, ale w progu odwróciłam się. Siedział na łóżku i ... patrzył prosto w moje oczy. Speszyłam się i odwróciłam szybko. Zamknęłam za sobą drzwi i odchrząknęłam. Uświadomiłam sobie, że choć jesteśmy przy sobie od wczoraj, nie rozmawialiśmy, prócz tych moich słów rzuconych na wiatr i jego szeptu skierowanego prosto do mojego ucha. Te wypowiedzi można byłoby nazwać monologiem. Więc nie, nie rozmawialiśmy. Yh, wczoraj tak bardzo kąsiły mnie komary. Nie mogłam powstrzymać się od drapania. Wyjęłam z walizki kosmetyczkę, by zaradzić jakąś maścią na ten problem, jednak nic nie mogłam znaleźć. Byłam zmuszona do jednego. Wypakowałam się, by zająć czymś ręce i ubrałam w pierwsze lepsze krótkie spodenki i koszulkę. Na dworzu było okropnie gorąco! Wzięłam pod pachę kosmetyczke pisząc sms'a do Ani. Nie widziałyśmy się od zakończenia roku szkolnego. Byłam bardzo ciekawa, czy coś się z dziewczynami zmieniło, jak ze mną. Nie byłam pewna, czy w ogóle będą chciały ze mną rozmawiać, ale spróbować zawsze można. Gdy wyszłam z pokoju, od razu spojrzałam na jego łóżko, nie było go tam. Trochę zrzędła mi mina, każde jego spojrzenie sprawia mi przjemność. Zamnknęłam pokój na kluczyk i ruszyłam do łazienki. Okazało się, że ktoś wcześniej wpadł na pomysł, by najpierw zjeść śniadanie, a potem się odświerzyć, bo łazienka była zajęta. Usiadłam w fotelu w przedpokoju i spokojnie czekałam. Wyszedł z niej w bokserkach i z ręcznikiem przerzuconym przez bark. To, z jakim spokojem na mnie patrzył, było moją ulubioną jego cechą. Wcale nie krępowała go moja obecność, a jeśli tak, to skutecznie to ukrywał. Mimowolnie spojrzałam na jego tors. Pewnie ćwiczył, bo wyglądał o niebo lepiej, niż naszego lata. Czy mogę nazywać tamto lato " naszym "? Nie ważne. Nawet się nie uśmiechnął, ale te jego oczy... No cóż, w końcu potrzebowałam iść do łazienki. Wstałam, minęłam go i wkroczyłam do mojego królestwa. Od razu polubiłam to miejsce. Było jasno i czysto i.. było miesjce na kosmetyczkę! Od razu je sobie przywłaszczyłam, kładąc ją tam. Odkręciłam wodę w kranie i chlusnęłam sobie nią na twarz. Uniosłam głowę i spojrzałam w lusterko. O MÓJ BOŻE. To, co miałam na głowie, przechodziło ludzkie pojęcie. Nie dziwię się, że Adrian patrzył tak na mnie przez dłuższą chwilę. Każdy włos był w inną stronę, a jako że włosy kręcą mi się z lekka, to wyglądało fatalnie. Przeprostka z lewej strony zrobiła się nagle na środku, wyglądałam okropnie! Zaczęłam się śmiać do lusterka i sięgnęłam pospiesznie po grzebień i prostownice. Grubie 20 minut zajęło mi układanie tych włosów, a następne tyle doprowadzanie się do porządku. Gdy wyszłam z łazienki, siedział na fotelu. Co to miało być? Jakaś gra. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Podszedł, minął mnie i wziął telefon, który leżał na pralce. O boże, jak mogłam go nie zauważyć? Pewnie i tak bym mu go nie zaniosła, więc nic nie straciłam. Poszłam do pokoju, by wyciągnąć z szafy buty i w końcu uwolnić się od tego zaduchu, jaki panował w domu. Wybrałam wygodne japonki, jakie kupiłam sobie na zakupach z Łodzi. Nie przeczę, takiej drugiej Manufaktury nie ma, ona jedyna rozumiała mnie w tym mieście. Założyłam je na stopy, porwałam telefon z szafki nocnej i włożyłam go do kieszeni. Wychodząc z pokoju spojrzałam na zegarek, który stał na parapecie. Przystanęłam zdziwiona. Nie, godzina była odpowiednia, ale przy zegarku leżała kartka papieru, wymięta kartka papieru. Uśmiechnęłam się, lubiłam takie zagrywki i niemal byłam pewna, że to Adrian. Nie myliłam się. Karteczka pachniała na kilometr jego zapachem. Rozwinęłam ją i zaczęłam czytać.
Kurwa, Juliet, odezwiesz się w końcu czy nie? Ta twoja nienawiść łamie mi serce. Tak, masz racje, wbijaj w nie jeszcze noże tym swoim spojrzeniem. Masz tak cudowne oczy... Maść na ukąszenia stoi na blacie w kuchni. Jak widziałem wczoraj komary wsysające twoją krew, z których nic sobie nie robiłaś, to aż mnie wszystko swędziało. Chciałbym z Tobą porozmawiać, dasz mi jakiś znak? Jakby co, wiesz gdzie i kiedy mnie szukać. Nie pozwól, by komary jadły tylko mnie.
Wiecie, ta cała sytuacja, te nasze spojrzenia i wczorajszy wieczór. Przez to wszystko zapomniałam dlaczego go nienawidzę. Może czas sobie o tym przypomnieć? Nie, nie teraz, na to jeszcze przyjdzie czas. Teraz czas na przyjemności!
Umówiłam się z Ann przy fontannie w parku, przez który zwykłyśmy przechodzić w drodze do naszych ulubionych sklepów. Byłam trochę wcześniej, więc postanowiłam wstąpić do cukierni na jakieś smaczne ciastko. Cukiernia - sympatycznie urządzone pomieszczenie do którego chodzilam tylko jak byłam mała. Potem przestałam, zadumana w swojej figurze, by tylko wyglądać jak najlepiej. W tym momencie jakoś nie zależało mi na niej zbytnio, choć mogę się pochwalić, że metabolizm mam doskonały. Nie było kolejki, także od razu podeszłam do pani Zosi, która sprzedaje w tym miejscu najwspanialsze ciastka i wypieki we Wrocławiu!
- Dzień dobry, poproszę to ciastko, o tam, drugie od końca.
- No nie - wybełkotała kobieta, a oczy wyszły jej na wierzch. - Czyżby to była nasza mała Julia, która zapomniała o swojej ulubionej Cukierni jakieś cztery lata temu? Jak Ty wyrosłaś! Zbyszek, Zbyszek choć tu! Spójrz kto nas odwiedził.
Zza zaslony wyłonił się mężczyzna w podeszłym wieku, którego doskonale pamiętałam. Zawsze podawał mi darmowe ciasteczka, by jego żona, Zosia, tego nie widziała.
- A kogo to moje oczy widzą. Julia, kochana mała. Słyszałem, że wyprowadziliście się z miasta. Więc co Ty tu robisz sama, dziecko drogie?
Uśmiechnęłam się. Brakowało mi kogoś, z kim mogłabym sympatycznie porozmawiać. Kto nie wypytywał o sklepy, w jakich kupiłam ciuchy, bądź kto nie przyczepiał mi etykietek. Z kimś, kto znał mnie taką, jaką byłam.
- To prawda, przeprowadziliśmy się, ale dość szybko stwierdziłam, że to nie dla mnie. W sumie to nie miałam do czego wracać, ale pomógł mi Maciek, który załatwił nam pokoje u jego dobrego kolegi, starego przyjaciela, który niedawno wrócił znów do miasta i kupił dom po mojej " sąsiadce ", za zarobione pieniądze. Całkiem miło nam się u niego mieszka, choć przyjechaliśmy dopiero wczoraj wieczorem.
- To bardzo dobrze, że wróciłaś dziecko. Odwiedzaj nas częściej i proszę - pani Zosia podała mi owinięte w papier ciastko. - Na koszt firmy za te wszystkie lata, przez które mijałaś naszą Cukiernie. Yh, pamiętam, jak bywałaś tu codziennie i wnosiłaś do tego pomieszczenia życie, jak teraz inne dzieci. Oczywiście nie mamy Ci niczego za złe. Leć już, bo założę się ze Zbyszkiem, że umówiłaś się ze starymi przyjaciółmi. Do zobaczenia!
- Dziękuję bardzo. Obiecuję, będę wpadała coraz częściej. Do widzenia.
Poszłam do parku objadając się cudownie pachnącym ciastkiem. Uwielbiałam tych ludzi. Za co? Za wszystko. Po prostu, za wszystko. Można to uogólnić, są tacy, jakby bez wad. Przy fontannie zauważyłam trzy znajome kobiece sylwetki. Dwie dziewczyny stały nieco z tyłu, a na ich czele rozpoznałam Anię, która rozglądała się za mną niecierpliwie. Gdy spojrzała w moją stronę, pomachałam jej. Dostrzegłam uśmiech na jej twarzy, byłam coraz bliżej. Serce waliło mi jak młotem, trochę ze stresu, bardziej jednak ze szczęścia.
- Julia, kochanie Ty moje, opuściłaś nas tak szybko, tak tęskniłyśmy, nie dziewczyny? - Ania rzuciła mi się w ramiona razem z Weroniką i Niną. Nie widziałam ich tak dawno, że poddałam się ich uściskom. Bolało.
Rozmawiałyśmy kilka godzin przechadzając się po ulicach Wrocławia i jedząc na sucho płatki Fitness. Tak, to był nasz styl. Zauważyłam, że albo to ja nie zmieniłam się na tyle, by od nich odstawać, lub one też się zmieniły, ponieważ wcale nie wyglądałam od nich inaczej. Zauważyłam, że poza wyglądem, zaczęły w ubraniach stawiać na wygodę. Pochwaliłam je za to między wspomnieniami podstawówki, a gimnazjum. Już prawie zapomniałam, jak miło spędzało mi się z nimi czas. W końcu doszłyśmy do wspomnień tamtych wakacji, dwa lata temu. Wspominałyśmy ogniska, sms'owanie po nocach. Zadziwiające, bo nie wspomniały ani słowem o Adrianie. Gdy wróciłyśmy do parku, by odpocząć trochę, usiąść na ławce i kontynuować rozmowę, zauważyłyśmy na jednej z nich dziewczynę siedzącą po turecku. Słuchała muzyki, wywnioskowałam to po wielkich słuchawkach basowych na uszach. Z początku jej nie poznałam. Nina uświadomiła mnie, że kilkadziesiąt metrów ode mnie siedzi osoba, której prawdopodobnie nigdy w życiu nie chciałabym spotkać.
- To Nicole, krócej Nik. Wyjechała dwa lata temu pewnego dnia i słuch po niej zaginął. Wróciła całkiem niedawno i wynajęła mieszkanie niedaleko od domu, w którym mieszkasz - mówiła Nina, a mi wydawało się to dziwnie znajome. - Ludzie gadają, że ganiała za jakimś kolesiem. Jej przyjaciele mówili, że byli ze sobą i kochali się. Potem wyjechali razem, a teraz wrócili. Kurde, niewiem, popieprzone to jakieś, o nim nigdy nie słyszałam.
Cholernie dziwnie kojarzyłam fakty. Tak jakoś mi to wszystko do siebie pasowało. Ale kochali się? A co dopiero byli ze sobą? Nie, to nie mogło być to, ale wyjechała dwa lata temu i wróciła nagle jakoś niedawno? Yh, z resztą co mnie to obchodzi. Taki sposób, w jaki zostawił mnie tamtego lata, był wystarczający, by przestało mnie obchodzić wszystko związane z nim. Ale jeśli to on, więc w takim razie co ma oznaczać to, że w tamte wakacje kochali się i byli ze sobą? Jeśli to prawda...
Wróciłam do domu nie tak późno. Dopiero robiło się ciemno. Miałam ochotę przebrać się w piżamę i położyć spać. Przekręciłam kluczyk w zamku mojego pokoju i weszłam rzucając torbę i siebie na łóżko. Po chwili spojrzałam na zegarek, było po ósmej. Zauwarzyłam złożony elegancko przeze mnie liścik Adriana. Miałam jeszcze torchę czasu, by przebrać się w coś cieplejszego i dotrzeć tam, gdzie spędziłam jakis procent poprzedniej nocy. Wstałam i ociężąłym krokiem skierowałam się do szafy. Wyjęłam moje ulubione dresy, trampki, bawełnianą koszulkę i bluzę w oczojebnych kolorach. W łazience ogarnęłam twarz, włosy związałam w kucyk i wyszłam z domu. Zamykając za sobą furtkę, poprawiłam grzywkę, tak ze starego przyzwyczajenia.
To be continued...

Ciewkae opowiadanie :)
OdpowiedzUsuń