7 września

Wtorek

Multum subkultur. Wiele wyborów, dokonaj cholera tego jednego. Oni, cała czwórka, wyznawcy hip-hopu, wielcy kurwa hip-hopowcy, czy deska, skate pro elo? Nikt nie pomoże dokonać mi wyboru, choć miałam stuprocentowe wrażenie, że zmieniłam się tej nocy. Tego dnia obudziła się inna Julia, pełna doświadczenia, sprawdzona przez życie. Otworzyłam szeroko oczy, na świat patrzyłam inaczej. Ubrania były już naszykowane, wskoczyłam w nie i żywo pobiegłam do łazienki. Mimo tak poważnego nastawienia, mimo wyboru, którym zadecydowałam, że to ja zadecyduje, jaka będę, na mojej twarzy widniał uśmiech. Przygryzłam wargi i związałam włosy w kucyk. Od kiedy ja to robiłam? Nie kojarzę takiego okresu w moim życiu, mało istotne. Przegryzłam szybko kanapkę w pośpiechu, gdy ze swojego pokoju do kuchni przyszedł brat. Widząc mnie w takim stanie otworzył oczy szeroko ze zdziwienia. Wiedziałam, że otworzył ję trochę z podziwu, puściłam mu oczko, uśmiechnął się. Było dość wcześnie, więc nie śpieszyłam się do szkoły. Podążałam wolnym krokiem, w moich słuchawkach słychać było kawałek z płyty Pezeta. Wszystko wokół postrzegałam jakoś inaczej. Gdy weszłam do szkoły zegar wybił za kwadrans ósmą. Luźnym wolnym krokiem skierowałam się w stronę szatni. O dziwo siedziała tam cała czwórka: Michalina, Dominik, Jula i Mateusz. Coś ruszyło mnie w sercu na widok Mateusza, jakby wczorajsze uczucia powróciły, lecz ponownie znikły tak szybko, jak się pojawiły, gdy tylko zobaczyłam Dominika. Michalina siedziała mu na kolanach, on wtulał się w jej gęste włosy. Nie patrzył na mnie, nie chciał patrzeć? Whatever, zmieniłam szybko buty i poszłam pod klasę. Czekałam na dzwonek, pierwszy raz pragnęłam, by zadzwonił w tej chwili, w której o nim pomyślę. W mojej głowie owocny plan przemyślany w drodzę do szkoły, dopracowany w szatni, owocował. Czas do poczatku lekcji dłużył się niemiłosiernie, w końcu usłyszałam dzwonek. Uśmiech na mojej twarzy pojawił się momentalnie. Weszłam do klasy pierwsza i usiadłam w swojej ławce. Wszyscy usiedli w ławkach, pierwszą lekcją była matematyka, więc nauczycielki mogłam spodziewać się dopiero za minimum pięć minut. Wkroczyłam do akcji. Wzięłam przykładowy z papierków, które walały się po mojej klasie dla pretekstu, by podejść do kosza, który jest blisko rzędu, w którym siedzi cała czwórka. Wyrzucając papierek namierzyłam wzrokiem dominika. Odchrząknełam dość głośno, by cała klase zwróciła na mnie uwagę. Wciąż patrzyli, więc przeczówali na co się zanosi. Na niezłą akcję, zwłaszcza, że podąrzałam w kierunku "ich" kąta klasy. Wypowiedziałam czule imię Dominika. Pierwsza odwróciła się Michalina, pełna wyrazu zdziwienia i pogardy na twarzy. Reszta również odwróciła się w moim kierunku. Udawałam, że w klasie jest tylko dominik. Zgrabnym krokiem dochodziłam do ich ławek, w między czasie poprawiłam koszulkę. Starałam się mieć przy tym zwrok pełen pożądania, pewnie się udało, bo Dominik ślinił się w ławce na mój widok. Michalina tego nie widziała, wciąż patrząc na mnie starała się pojąć, co do cholery robię. " Może powtórzymy to z niedzieli? Nabrałam ochoty na dalsze gierki. " - wypaliłam głosem pełnym szczerości. Obiekt moich drwin w jednym momencie skamieniał, Michalina patrzyła pytająco to na mnie, to na swojego chłopaka. Zdięłam gumkę ze spiętych włosów, pokręciłam głową, by jakoś się ułożyły i z mega czułością stwierdziłam, że czekam na telefon od niego, po czym moja twarz wyrażała pogardę. Spoglądając na niego po raz ostatni, postukałam się lekko w głowę. Zaśmiałam się drwiąco, powróciłam do swojej ławki, wzięłam torbę i wyszłam z klasy. Nie mam pojęcia co się dalej działo, ale jakby moja odwaga dzisiaj wyczerpała się i nie chciałam dłużej zostawać w szkole. Nie zniosłabym pytań, oskarżeń i zaprzeczeń ze strony Dominika. Byłam z siebie dumna, w pełni usatysfakcjonowana, lecz mina zrzędła mi, gdy zauważyłam na końcu korytarza matematyczkę. Zaczęło się od wstępnych pytań. Pytała, czemu nie jestem w klasie, co robię na korytarzu, dlaczego kieruję się w stronę szatni, dlaczego mam ze sobą torbę. Przewróciłam demonstracyjnie oczami i odpowiedziałam, że idę do domu. Zagroziła, że zgłosi to pani dyrektor. Mijając ją nawet się nie odwróciłam. Pani dyrektor to mój najmniejszy problem w tej chwili. Przesiedziłam w parku większość godzin szkolnych, na zakupach również spędziłam trochę czasu. Po mojej głowie wciąż krążyło pytanie, co działo się po moim wyjściu z klasy. Po południu, gdy byłam już w domu, dostałam sms'a. Wszyscy domownicy byli pewni, że byłam w szkole. Sms był od Michaliny, chciała się spotkać w parku. Wiecie co, nie miałam najmniejszej ochoty tam iść. Rzuciłam torbę na fotel, położyłam się na łóżku i zagłębiłam w książce, która nawinęła mi się któregoś dnia w szkolnej bibliotece. Była ciekawa, więc tak spędziłam ten dzień. Więcej sms'ów nie dostałam. Nikt nie próbował do mnie dzwonić. Cisza.


2 komentarze:

  1. opowiadanie mnie tak wciągnęło, że choj. bardzo mi się podoba, chcę więcej! mam pyt. fikcja czy real? : ))

    OdpowiedzUsuń

Łączna liczba wyświetleń