Trudno w to uwierzyć, ale poszło dość szybko. Tato przez telefon załatwił wszystkie formalności i tak się stało, że mamy dzień 31 sierpnia, wieczorną godzinę, a ja już siedzę w swoim nowym pokoju na jeden z Łódzkich dzielnic, jaką jest Widzew. Tego miasta nie da się nawet porównać z Wrocławiem. We Wrocławiu widok z okna zaskakiwał mnie z każdym dniem, pozytywnie. Tutaj również mnie zaskoczył, lecz bardzo negatywnie. Dym unosił się za szybą, na ulicach żadnego przyzwoitego sklepu z odzieżą. Nie wiedziałam co powiedzieć, próbowałam udawać, że wszystko jest ok i podoba mi się tu, lecz chyba mi nie wychodziło. Całe to miasto jeszcze zniosę, ze względu na Manufakturę i wiele sklepów w innych dzielnicach Łodzi, ale mieszkanie jest daleko poniżej zera w moich wymaganiach. Jest strasznie małe w porównaniu z moim domem we Wrocławiu. Niby jakaś przestrzeń jest, ale pokój mam 6 na 5 m, co jest po prostu nie do zniesienia. To odchodzi od moich norm. Osoba, która sprzedała nam ten dom mówiła, że jest największym na tym osiedlu. Pytając taty, dlaczego akurat ten, otrzymałam odpowiedź " Ponieważ mieli go na sprzedaż od zaraz, z resztą, nie jest zły ". Co do ostatnich trzech wyrazów, to się w zupełności nie zgadzam. Ta cała atmosfera tego miasta i domu mnie przygniata. Do mojej świadomości ledwo dochodzi to, że jutro jest pierwszy dzień szkoły, którą rozpocznę z gronem nieznajomych. Ale cóż, na pewno znajdę sobie przyjaciół. Przecież jestem zadbana, dziana, mądra i ładna. Nie będzie trudno, tak mi się wydaje. Lecz czy ja chcę nowych przyjaciół ? Tak tęsknię za starymi. Zaprosiłam ich do siebie na sobotę. Nie jest ich w końcu tak wielu, a dobrych znajomych odwiedzę w niedzielę we Wrocławiu. Bardzo za nimi tęsknię, chciałabym ich mieć tu przy sobie do końca. Po mojej głowie krążą dziecinne pytania " Czemu nie mogli przenieść się razem ze mną ? ". Przypomniałam sobie, że w dzieciństwie miałam marzenie przenieść wszystkich swoich przyjaciół do swojego domu, zamieszkać i bawić się całe dnie razem z nimi. W moich słuchawkach właśnie słychać piosenkę Bruno Mars'a. W pewnym sensie rozluźnia mnie ona, w ogóle jego głos. Może wybiorę się jutro z nowymi znajomymi do jakiś mega drogich sklepów i zafundujemy sobie parę nowych szpilek ?
31 sierpnia
Wtorek.
Trudno w to uwierzyć, ale poszło dość szybko. Tato przez telefon załatwił wszystkie formalności i tak się stało, że mamy dzień 31 sierpnia, wieczorną godzinę, a ja już siedzę w swoim nowym pokoju na jeden z Łódzkich dzielnic, jaką jest Widzew. Tego miasta nie da się nawet porównać z Wrocławiem. We Wrocławiu widok z okna zaskakiwał mnie z każdym dniem, pozytywnie. Tutaj również mnie zaskoczył, lecz bardzo negatywnie. Dym unosił się za szybą, na ulicach żadnego przyzwoitego sklepu z odzieżą. Nie wiedziałam co powiedzieć, próbowałam udawać, że wszystko jest ok i podoba mi się tu, lecz chyba mi nie wychodziło. Całe to miasto jeszcze zniosę, ze względu na Manufakturę i wiele sklepów w innych dzielnicach Łodzi, ale mieszkanie jest daleko poniżej zera w moich wymaganiach. Jest strasznie małe w porównaniu z moim domem we Wrocławiu. Niby jakaś przestrzeń jest, ale pokój mam 6 na 5 m, co jest po prostu nie do zniesienia. To odchodzi od moich norm. Osoba, która sprzedała nam ten dom mówiła, że jest największym na tym osiedlu. Pytając taty, dlaczego akurat ten, otrzymałam odpowiedź " Ponieważ mieli go na sprzedaż od zaraz, z resztą, nie jest zły ". Co do ostatnich trzech wyrazów, to się w zupełności nie zgadzam. Ta cała atmosfera tego miasta i domu mnie przygniata. Do mojej świadomości ledwo dochodzi to, że jutro jest pierwszy dzień szkoły, którą rozpocznę z gronem nieznajomych. Ale cóż, na pewno znajdę sobie przyjaciół. Przecież jestem zadbana, dziana, mądra i ładna. Nie będzie trudno, tak mi się wydaje. Lecz czy ja chcę nowych przyjaciół ? Tak tęsknię za starymi. Zaprosiłam ich do siebie na sobotę. Nie jest ich w końcu tak wielu, a dobrych znajomych odwiedzę w niedzielę we Wrocławiu. Bardzo za nimi tęsknię, chciałabym ich mieć tu przy sobie do końca. Po mojej głowie krążą dziecinne pytania " Czemu nie mogli przenieść się razem ze mną ? ". Przypomniałam sobie, że w dzieciństwie miałam marzenie przenieść wszystkich swoich przyjaciół do swojego domu, zamieszkać i bawić się całe dnie razem z nimi. W moich słuchawkach właśnie słychać piosenkę Bruno Mars'a. W pewnym sensie rozluźnia mnie ona, w ogóle jego głos. Może wybiorę się jutro z nowymi znajomymi do jakiś mega drogich sklepów i zafundujemy sobie parę nowych szpilek ?
Trudno w to uwierzyć, ale poszło dość szybko. Tato przez telefon załatwił wszystkie formalności i tak się stało, że mamy dzień 31 sierpnia, wieczorną godzinę, a ja już siedzę w swoim nowym pokoju na jeden z Łódzkich dzielnic, jaką jest Widzew. Tego miasta nie da się nawet porównać z Wrocławiem. We Wrocławiu widok z okna zaskakiwał mnie z każdym dniem, pozytywnie. Tutaj również mnie zaskoczył, lecz bardzo negatywnie. Dym unosił się za szybą, na ulicach żadnego przyzwoitego sklepu z odzieżą. Nie wiedziałam co powiedzieć, próbowałam udawać, że wszystko jest ok i podoba mi się tu, lecz chyba mi nie wychodziło. Całe to miasto jeszcze zniosę, ze względu na Manufakturę i wiele sklepów w innych dzielnicach Łodzi, ale mieszkanie jest daleko poniżej zera w moich wymaganiach. Jest strasznie małe w porównaniu z moim domem we Wrocławiu. Niby jakaś przestrzeń jest, ale pokój mam 6 na 5 m, co jest po prostu nie do zniesienia. To odchodzi od moich norm. Osoba, która sprzedała nam ten dom mówiła, że jest największym na tym osiedlu. Pytając taty, dlaczego akurat ten, otrzymałam odpowiedź " Ponieważ mieli go na sprzedaż od zaraz, z resztą, nie jest zły ". Co do ostatnich trzech wyrazów, to się w zupełności nie zgadzam. Ta cała atmosfera tego miasta i domu mnie przygniata. Do mojej świadomości ledwo dochodzi to, że jutro jest pierwszy dzień szkoły, którą rozpocznę z gronem nieznajomych. Ale cóż, na pewno znajdę sobie przyjaciół. Przecież jestem zadbana, dziana, mądra i ładna. Nie będzie trudno, tak mi się wydaje. Lecz czy ja chcę nowych przyjaciół ? Tak tęsknię za starymi. Zaprosiłam ich do siebie na sobotę. Nie jest ich w końcu tak wielu, a dobrych znajomych odwiedzę w niedzielę we Wrocławiu. Bardzo za nimi tęsknię, chciałabym ich mieć tu przy sobie do końca. Po mojej głowie krążą dziecinne pytania " Czemu nie mogli przenieść się razem ze mną ? ". Przypomniałam sobie, że w dzieciństwie miałam marzenie przenieść wszystkich swoich przyjaciół do swojego domu, zamieszkać i bawić się całe dnie razem z nimi. W moich słuchawkach właśnie słychać piosenkę Bruno Mars'a. W pewnym sensie rozluźnia mnie ona, w ogóle jego głos. Może wybiorę się jutro z nowymi znajomymi do jakiś mega drogich sklepów i zafundujemy sobie parę nowych szpilek ?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Twoje opowiadanie jest z życia wzięte czy czysta fikcja? świetne!
OdpowiedzUsuńczysta fikcja. :)
OdpowiedzUsuń