Z opowiadań Mateusza dowiedziałam się, że w szkole przez ten tydzień dużo się pozmieniało, lecz nie w tą stronę, w którą bym chciała. Co prawda Michalina nie ma mi nic za złe, ale... Dominikowi też NIC nie ma za złe, a co lepsze, jest na mnie wściekła. Oczekiwałam tego, że rozstaną się, że ośmieszę go przed nią i przewrócę jej świat o 180 stopni. Myliłam się jednak. On ma na nią zbyt głęboki wpływ. Cała klasa jest zwrócona przeciw mnie, ale to cała, bez wyjątku. Oczywiście cała czwórka panuje w tej klasie. Zaraz, zaraz...
- Dlaczego nic nie zrobiłeś? Dlaczego mnie nie wybroniłeś? - spytałam Mateusza momentalnie schodząc z huśtawki, na której siedzieliśmy razem, a właściwie z jego kolan.
Spuścił głowę, opuścił wzrok. Widziałam to, widziałam w jego oczach tą burzę myśli. Wiedziałam, że boi się powiedzieć mi o czymś. Westchnęłam. Po raz pierwszy zwątpiłam we wszystko, co nas łączy. Czy to tylko chwilowe, przejściowe uczucie? Dlaczego nie możemy być wobec siebie uczciwi, szczerzy. Dlaczego do cholery?
- Nie powiedziałem jej o tym. Nie mogłem jej o tym powiedzieć. Gdy nie ma Cię w szkole, czuję się bezsilny. To na twój widok budzi się we mnie siła. To Ty dajesz mi wiarę w siebie, Julia. Co do jednego mam tylko wątpliwości. Nie wiem, czy jestem w stanie jej o tym powiedzieć. Tyle ze sobą przeżyliśmy, przetrwaliśmy.
- Nie tłumacz się, skończ, cześć.
Szłam rozdrażniona z rękami splecionymi pod piersiami. Czułam w sobie gniew, który musiałam jakoś z siebie wyzwolić. Niestety, nie miałam serca wyżywać się na nim, choć zasłużył. Za te uczucia, które rozbudził we mnie względem siebie. Kocha ją. Czułam, że nadal ją kocha, a ja byłam jedynie obiektem zauroczenia. To tak częste. Nie potrafię uczyć się na błędach innych, nawet na swoich. Gdybym wiedziała, nie szłabym tą drogą nigdy.
Kilka minut później przechadzałam się już po parku. Byłam pewna, że go nie zobaczę. Nie rozglądałam się specjalnie, a on nie podszedłby do mnie. Wie, że znam prawdę, nie chce niczego wyjaśniać, to normalne. Zostawił mnie z tym wszystkim samą, bym się oswoiła z myślą, iż kocha inną. Wykorzystał mnie, czy może na prawdę chciał, by coś z tego wyszło, jednak serce podpowiedziało inaczej? Pamiętam, jak pierwszy raz spędziliśmy ze sobą prawie cały dzień. Zapukał spokojnie do moich drzwi, akurat byłam sama w domu. Uśmiechnęłam się mimowolnie na jego widok. Był zawstydzony. Zaproponowałam, byśmy usiedli w ogrodzie. Pytał, czemu nie było mnie w szkole. Podekscytowany opowiadał, jak sytuacja w naszej klasie zmieniła się po sytuacji ze mną i Dominikiem. Podobno chłopak Michaliny chodził speszony przez cały dzień. Spacerowaliśmy tego dnia do późnego wieczora. Było miło, nawet bardzo miło. Następnego dnia Mateusz stwierdził, że Dominik i Michalina powrócili do dawnych, nawet silniejszych stosunków. " Pewnie dała mu tego, czego tak bardzo potrzebował " pomyślałam od razu. Ten dzień również spędziliśmy na spacerze, robiliśmy sobie wspólnie zdjęcia, tak durne, które kryją teraz w sobie zbyt dużo wspomnień i uczuć. Tamtego dnia wieczorem rozsądek niespodziewanie do mnie powrócił. Spytałam, jaki jest cel naszych codziennych spotkań. Od razu po zadanym pytaniu skarciłam się w myśli. Przecież mogło chodzić mu o przyjaźń, był miły, lecz nie wykazywał się jakimś większym zainteresowaniem wobec mojej osoby. No cóż, po jego odpowiedzi, jednak nie żałowałam, że nie ugryzłam się w język. Jednym niemal tchem powiedział, że odkąd mnie poznał, odkąd mógł zobaczyć mnie, moje oczy i mój wspaniały uśmiech, zakochał się, lecz jego dziewczyna go ogranicza. Nie zwracałam wtedy uwagi na jego ostatnie stwierdzenie. Liczyły się słowa wypowiedziane wcześniej, tak idealnie pasowały do moich uczuć związanych z nim. Od tamtej pory spotykaliśmy się codziennie, aż do dzisiaj, do dzisiejszego dnia, w którym przyznał bezpośrednio, jak to miał w zwyczaju, że jednak kocha tą drugą, a właściwie tą pierwszą z nas. Nie mogłam się z tym pogodzić. Przechadzając się wciąż po parku przeglądałam galerię w telefonie przepełnioną prawie na max jego, moimi i naszymi zdjęciami. Na jednym zdjęciu, na którym siedzimy razem na ławce z różami w dłoniach, kryje się durna historia. Mateusz wyłożył dwa razy tyle ile powinien zapłacić oraz zażądał od sprzedawcy, by ten zrobił nam wspólne zdjęcie z jego kwiatami. Zdziwiony sprzedawca wziął mój telefon, schował pieniądze i cyknął nam zdjęcie, które wyszło perfekcyjnie, jak na możliwości mojego aparatu. Podczas przeglądania tego właśnie zdjęcia z moich oczu uroniła się pierwsza łza. Za nią druga, trzecia, następna i następne. Wyłączyłam galerię i schowałam telefon do kieszeni. Nie chcę poddać się samozniszczeniu emocjonalnym. Starałam się szybko znaleźć jakieś rozwiązanie, by zapomnieć o nim, o jego dziewczynie, o wszystkich wspomnieniach i uczuciach, jakie nas " łączyły ". Pierwsze, co przyszło mi na myśl, to usunięcie zdjęć z galerii, co zrobiłam po chwili, zostawiając tylko jedno, którego autorem był sprzedawca róż na jednej z łódzkich ulic. Po dłuższej chwili wpadła mi do głowy jeszcze jedna myśl.
Minęło niemal pół godziny, gdy otworzyłam drzwi do domu. Niemal? Może i nietrafne określenie, ale zważając, że miałam 11 centymetrowe szpilki na nogach, był to nie lada wyczyn. Wparowałam jak osa, zdjęłam pospiesznie kurtkę, rzuciłam torbę w kąt, wyskoczyłam z butów, wzięłam je w rękę i wbiegłam do pokoju. W domu był brat, rodziców jeszcze nie było. Wyjęłam dwie walizki z szafy i zaczęłam wrzucać do jednej z nich ubrania, do drugiej buty i kosmetyki. Oczywiście spodziewałam się brata w progu po kilka sekundach robienia przeze mnie przeraźliwego hałasu w pokoju. Nie myliłam się.
- Julka, co Ty do cholery jasnej robisz ?
- Jak to co? Nie widzisz? Pakuję się. Jutro mam urodziny, to już 16 lat. Wracam do Wrocławia. Mam tam przyjaciół, mam tam tych, którzy zawsze się o mnie troszczyli. Wiem, że robili to z poczucia obowiązku, bo byłam inna, sama to dostrzegam. Ale zmieniłam się, rozumiesz? Nie podejmuj takiej decyzji za mnie, nie pozwól i nie zabroń mi tu zostać. Jedynym i największym moim marzeniem w tej chwili, jest to, by wyrwać się stąd i nie wrócić.
Skończyłam się pakować, próbowałam z trudem dopiąć drugą walizkę. Gdy w końcu mi się to udało, zrzuciłam je z łóżka, włożyłam w buty, złapałam swoją ulubioną książkę w zęby i ruszyłam do drzwi. W brogu wciąż stał mój brat, który usunął się z drogi, gdy zobaczył, w jak szaleńczym tempie i z jakim przekonaniem się wynoszę z tego domu.
- Nie mam zamiaru Cię zatrzymać, ale poczekaj pięć minut, dobrze? Jeśli nie zaczekasz, nie oddalisz się stąd, dopilnuję tego. - powiedział z przekonaniem. Spojrzał mi prosto w oczy, kochałam jego oczy.
Opadłam bez sił już, choć na zewnątrz wydawać się mogło, iż jestem pełna determinacji. Otóż nie prawda, nadmierna praca mózgu mnie wykańczała. Psychika powoli siadała. Siedząc próbowałam się pozbierać.
Pięć minut później zobaczyłam brata z walizką w ręku i pokrowcem z gitarą w drugim ręku. Oparł swoje rzeczy o ścianę, dorwał kartkę i długopis, nabazgrał coś na niej i nakleił na lodówce. Z pewnej odległości zauważyłam tylko " Przepraszamy, Jula i Maciek ".
- Choć, wstawaj, wychodzimy.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- Dziewczyno, przecież nie zostawię Cię samej w takim stanie i po tym co przeżyłaś. Może myślisz, że nic nie wiem, ale obserwatorem jestem znakomitym. Zadzwoniłem po kumpla z Łodzi. Jest gotowy nas zawieźć do Wrocławia od zaraz. Jesteś pewna, że tego chcesz?
Po raz pierwszy na dźwięk jego słów serce stanęło mi ze zdziwienia. Po raz pierwszy przez niego w oczach pojawiły się łzy, szczęścia, bólu, bądź żalu jeszcze nigdy. Uświadomiłam sobie, że jest idealny i kocham go, kurwa kocham z całych sił.
- Przecież wiesz, że jestem pewna. Kocham Cię, chodźmy już.

Boskie! Talenciara <3 . Czekam na następne. Będzie coś jeszcze z Julią i tym kolesiem? :))))
OdpowiedzUsuńMogę powiedzieć, że pojawi się w życiu Julii. :)
OdpowiedzUsuńświetne!
OdpowiedzUsuńCiekawe opowiadanie :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie na www.vaffanculo-daisy.blogspot.com
Było by mi miło gdybyś mogła wyrazić swoją opinie :)
Pozdrawiam :**