16 września

Czwartek


    Rozpętała się burza. Nie opłaca się zatrzymywać, skoro do domu pozostało tylko 50 kilometrów. Tylko, a może aż? Zobaczę się z wszystkimi przyjaciółmi, z którymi nie utrzymywałam kontaktu przez wakacje i połowę września. Połowę, dziwię się, że wytrzymałam tyle w tym mieście. Samo miasto jest w sumie całkiem w porządku, ale ludzie w nim - konkretni rasiści, którzy dzielą ludzi na bogatych i biednych, modnych i ludzi bez gustu.   Właściwie nie powinnam o tym myśleć. Te wyjazd jakby przekreślił przeszłość grubą kreską. Mam wrażenie, że nie tylko przeszłość związaną z Łodzią, a także tą przed wakacyjną przeszłość, w której przyjaciele stawiali mnie nad wszystko z powodu pieniędzy. Przyjaciele? Nie, nie zasługują już na to, by ich tak nazywać. Przypominam sobie ich zachowanie i dziwię się sama sobie, że byłam w stanie dyrygować tym wszystkim. 


    Wysiadłam z samochodu. Rozejrzałam się po rodzinnej okolicy i nie poznawałam nic. Nowa droga, na miejscu mojego zburzonego domu - park i dzieci szczerze śmiejące się do siebie, zajęte zabawą. Uwielbiam dzieci. Łódź, w drodze do szkoły mijałam przedszkole i dzieci, które za rączkę z rodzicami cieszyły się z tego, że za chwile zacznie się pierwsza z kilku godzin, które spędzą ze swoimi małymi przyjaciółmi. Zazdrościłam im tego, już zazdroszczę im wspomnień jakie będą miały. 
    - Gdzie teraz będziemy mieszkać? - zagadnęłam do brata, który wypakowywał walizki z samochodu, co świadczyło, że gdzieś całkiem blisko. 
    - Nie będziesz go pamiętała. Niedawno wrócił, stary kumpel. Choć, przedstawię Ci go. Wprowadził się do domu świętej pamięci pani Nowak. Odkupił go za całkiem niską cenę. Jesteśmy na jednym roku. 
    - Nuda. 
Wzięłam swoją walizkę i podążyłam za bratem. Otworzył mi furtkę, weszłam. Nawet nie wiedziałam, kiedy umarła pani Alicja. Podwórko było jakby inne, już nie czułam tu tej atmosfery, która za każdym razem, gdy przychodziłam po cukier, witała mnie od progu. Przez chwilę wyłączyłam się i stanęłam w miejscu. W końcu Maciek szturchnął mnie i kazał się w końcu obudzić. Jego czuły i zabawny głos sprawił, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Podeszłam obok drzwi i oparłam walizkę o ścianę. Maciek zapukał do drzwi.


    ***


    Mijałam właśnie swoją ulubioną kwiaciarnie. Mocno wiał wiatr, było grubo po jedenastej w nocy. Światła latarni słabo oświetlały moją twarz. Potknęłam się o krzywo położony chodnik. Nie mieściło mi się w głowie to, co wydarzyło się kilka minut wcześniej, jeszcze przed tym, jak wybiegłam z podwórka nie zamykając za sobą furtki. Czekałam, aż ktoś otworzy drzwi po pukaniu brata. Po chwili zamek w drzwiach zaskrzeczał i drzwi otworzyły się szeroko. A stał w nich on. Historia jak z banalnego amerykańskiego serialu. Nie widziałam go dwa lata, całe dwa lata. Nie zmienił się. Wciąż jego niebieskie jak ocean oczy lśniły, jakby były pełne łez. Wciąż jego blond grzywka zakrywała mu czoło. Patrzył na mnie. Rozmawiał z Maćkiem, omawiał sprawy mieszkania, lecz wciąż zerkał w moją stronę. Stałam jak wmurowana. Gdy skończyli rozmawiać brat wziął swoją i moją walizkę w ręce i wniósł je do domu. On został, powoli skierował się w moją stronę. Stanął na tyle blisko mnie, by szepnąć mi do ucha.
    - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Juliet. 
Odkąd pamiętam, mówił na mnie Juliet. Spojrzałam na niego tęsknym wzrokiem, w których odrobina wyrzutu zniosła uśmiech z jego twarzy. Odwróciłam się energicznie i wyszłam szybkim krokiem. Furtkę zostawiłam otwartą. Nie obejrzałam się za siebie, serce trzymało się na jednej żyłce. 
    
    Otrząsnęłam się po upadku spowodowanym potknięciem i skręciłam w wąską alejkę. Nasze miejsce. Nadal nasze? Nic się nie zmieniło. Huśtawka wisiała wciąż nienaruszona w tym samym miejscu, niezniszczona ławka, którą zrobiliśmy razem, wciąż stała na przeciw huśtawki. Ktoś musiał tu zaglądać, ktoś musiał o to miejsce dbać przez te lata. Trawa idealnie skoszona, czysto, jak wtedy. Ale wtedy dbaliśmy o to my, a teraz? Podeszłam do drzewa, na którym wyryte były inicjały. A + J = 4E. Forever? Coś tu się nie zgadzało. Ah, chyba to, że odszedł bez słowa i skończyło się to nasze forever - pomyślałam ironicznie. Usiadłam na ławce. Zajrzałam w głąb swego serca i zrozumiałam. Nie kochałam Mateusza. Był jedynie kimś, kto wypełniał choć część tej wielkiej, czarnej dziury w sercu. To prawda, serce nigdy nie zapomina. Wciąż pamięta o osobie, która wniosła do niego wiele szczęścia. Wciąż pamięta o kimś, kto przez całe wakacje dbał o mnie i zostawił po sobie więcej niż wiele. Widocznie to nie była wakacyjna miłość. Widocznie było to coś więcej, coś, co sprawiło, że swoim odejściem nie zniszczył wszystkiego. Jedno zniszczył i trudno będzie mu to przywrócić. Zaufanie. Cała reszta, wspomnienia, radość, pamięć, miłość, wszystko pozostało. 
    Wyciągnęłam z kieszeni telefon i słuchawki, które włożyłam w uszy. Oparłam się o pień drzewa, przy którym stała ławka. Włączyłam losowe odtwarzanie, kliknęłam " odtwórz wszystko " i co? I miałam nadzieje, że włączy się ta nasza piosenka, która wciąż jest moją ulubioną, ale los chciał, by to była jedynie moja nadzieja. Słuchałam muzyki dobrą godzinę myśląc o tym, co po sobie we mnie pozostawił. Dźwięki z słuchawek przeplatały się z cichym szelestem liści. Poczułam się lepiej. 
    Muzyka leciała na tyle cicho, bym usłyszała szelest liści na ziemi spowodowany jego krokami. Wiedziałam, że to on. Spojrzałam w górę, księżyc był w pełni. Zbliżał się, nie widziałam go, ścieżka była za mną. W pewnym momencie poczułam jego oddech na swojej szyi. Wyjął jedną słuchawkę z mojego ucha. Przeczesał dłonią moje włosy, zatrzymałam muzykę. Jedyne, co byłam w stanie usłyszeć w tej chwili, to szept. 
    - Nie ma Cię gdy moje życie spada w dół i nie ma Cię gdy wszystko łamie się na pół, ale kocham Cię, kocham, wciąż Cię kocham, kurwa i nie znam już innych słów, to jest zbyt trudne.  


    - Adrian, Romeo. 



2 komentarze:

  1. 'D + J'? 'Adrian'? nie ogarniam. :D
    ale generalnie jest świetnie, jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  2. o ku*wa. :D A + J miało być! :D już poprawiam xd

    OdpowiedzUsuń

Łączna liczba wyświetleń