Piątek
Kontynuacja.
Najtrudniejsze są powroty. Wrócić, czy jednak zostać i brnąć dalej? Gdy nie palimy za sobą mostów, zawsze jest wyjście. Przez całe dwa lata myślałam, że spaliłam za sobą drogi, które przeszliśmy razem. Byłam pewna, że On także to zrobił. Widząc go pierwszy raz odeszłam od tego przekonania, od obu przkonań. Właśnie szłam w jego stronę. Dzieliło mnie od niego 200 metrów. Od dwóch lat nie mogłam być pewna odległości, jaka nas dzieli. Dziś znów mogę. O czym będziemy rozmawiać? Pewnie pomilczymy. Nie, nie pozwole mu milczeć. Niech wyjaśni łaskawie, dlaczego mnie zostawił? Dlaczego odszedł bez słowa nie zostawiając po sobie nic? Dlaczego? To będzie przewodnie pytanie tego wieczoru, tej nocy. Czułam, że spędzimy w naszym miejscu większy jej procent, niż ostatniego razu. Przeszłam przez ulicę by za chwilę iść ścieżką wzdłóż muru gimnazjum, które zostawiłam przed tymi wakacjami, które on zostawił rok przed naszymi wakacjami. Tak, wciąż o nich myślę. Myślę o wsystkich chwilach spędzonych razem z nim. Uświadomiłam sobie, że cała nienawiść przeszła wraz z tą całą bliskością, jaką teraz mogę czuć między nami.
Pamiętam, jak się poznaliśmy. Był czerwiec, zakończenie roku szkolnego. Wychodziłam z przyjaciółkami ze szkoły, gdy zaczęło padać. Kazałam dziewczynom pakować się razem do samochodu Ani i nie przejmować się mną. W końcu miałam do domu najbliżej z nich. Prawie kilometr, co to jest. Pożegnałam się z dziewczynami. Trzymając teczkę nad głową szybkim krokiem przeszłam przez ulicę i skierowałam się w stronę domu. W pewnym momencie usłyszałam za sobą gwizd. Odwróciłam się i zobaczyłam grupkę chłopaków, którzy kończyli tamtego dnia gimnazjum. Stał z nimi. Któryś koleś krzyknął coś o fajnej dupie i dużych cyckach. Popatrzyłam na nich jak na debili i odwracając głowę kontynuowałam drogę do domu. Godzinę później mama krzyknęła z przedpokoju, że ktoś do mnie przyszedł. Pewnie dziewczyny - pomyślałam i na boso pobiegłam do drzwi. Zobaczyłam go w progu, jeszcze go nie znałam, widywałam przelotem na korytarzach w szkole razem z jego kumplami. Spytał, czy może wejść do środka. Zaprzeczyłam i warknęłam, że się nie znamy. Spytałam, czego chce. Powiedział, że chciał przeprosić za kolegów i oznajmił, że następnego dnia chce pokazać mi pewne miejsce. Nie pozwolił mi dojść do słowa, ciągnął o której, i w którym miejscu mamy się spotkać. Zakończył to ciepłym cześć, odwrócił się i odszedł. Zamknęłam drzwi, pamiętam, strasznie miło mi się po tym zrobiło. Poleciałam od razu do komputera opowiedzieć o tym dziewczynom. Następnego dnia zaprowadziłeś mnie w miejsce, w którym rosły dwa dęby i stała ławka. W miejsce w którym na ziemii pełno było koniczyn. Spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu. Przedstawiłeś mnie swoim znajomym, ja przedstawiłam Cię swoim. Chodziliśmy razem na ogniska. Najlepiej wspominam spacery przy zachodzie słońca i filmy w miejskim kinie o dzikich godzinach. Było wspaniale. Pewnego dnia umówiliśmy się na spacer wieczorem. Powiedział, że musi ze mną porozmawiać. Jak zwykle siedziałam z godzinę w łazience, by wyszykować się na spotkanie z nim. Mieliśmy spotkać się na naszej ławce. Pamiętam, czekałam do nocy, do późnej nocy. Dzwoniłam miliony razy, nie odbierał. Następnego dnia pytałam wszystkich, czy wiedzą, co się z nim stało. Zniknął, po prostu zniknął, nikt nic nie wiedział, nikt nic nie widział. Nikomu nie powiedział ani słowa, rodzicom zostawił jedynie kartkę, by się nie martwili. Ufali mu, dlatego zostawili sprawę bez rozgłosu. Nie mogłam się z tym pogodzić. Całe miesiące chodziłam załamana. Czekałam na choć jedną wiadomość od niego, nie dostałam ani jednej. Tęskniłam, a serce pękało stopniowo.
Chwilę potem przystanęłam w miejscu, w której zaczynała się otwarta przestrzeń miejsca, wktórym spędzaliśmy większość nocy tamtego lata. Przestrzeń miała okrągły kształt. Na samym środku stało drzewo, wielki dąb, za którym prostopadle do niego stała ławka, również prostopadła drugim końcem równie wielkiego dębu. Siedząc na niej opartym o drzewo bliżej ścieżki, nie można było zobaczyć ludzi, którzy nadchodzą. Lubiliśmy to. Lubiłam, gdy zachodziłeś mnie od tyłu i słodko szeptałeś. W tym miejscu czułam się dziwnie spokojna, nikt nie był w stanie mnie przestraszyć. On też to lubił, widziałam to. Lubi dotyk moich dłoni zakrywających Mu oczy. Na ziemii rosło pełno koniczyn. Kiedyś kilka dni spędziliśmy na szukaniu czterolistnej jak igły w stogu siana. Dziś to wszystko było jedynie wspomnieniem. Podchodziłam stopniowo coraz bliżej niego, po cichu. Miałam ochotę zaskoczyć go, jak zwykle. Byłam pewna, że mnie nie słyszy.
- Zrób to, proszę.
A jednak. Jakimś cudem usłyszał. Dokładnie wiedząc o co mu chodzi podeszłam i zakryłam mu dłońmi oczy. Położył swoje dłonie na moich i powiedział cicho, jak za dawnych czasów:
- Juliet, sit next to me.
Usiadłam, oparłam się o drugie drzewo. Patrzyliśmy sobie w oczy zbyt długo. Próbowałam zebrać w sobie wszystkie oskarżenia, zarzuty, które miały być po chwili skierowane ku niemu. Rozpraszał mnie swoim spojrzeniem, przyznaję, lecz poradziłam sobie i z tym. Jedno było pewne, na pewno nie odezwę się pierwsza. Czekałam, aż doda mi odwagi swoimi słowami. Wiedziałam, że odezwie się pierwszy. Wiedział, że wiem. Długo czekałam.
- Pamiętasz. Mamy dar czytania sobie z oczu, tak? Więc co chcesz wiedzieć? - odezwał się.
- Powinieneś się domyślać - zaczęłam i wiedziałam, że szybko nie skończę. - Jest tyle pytań, które powinnam Ci zadać. I choć nie chce znać na nie odpowiedzi, to ciekawość bierze górę nad wszystkim. Dlaczego wyjechałeś bez słowa? Dlaczego nie zostawiłeś mi żadnej wiadomości? MOGŁEŚ CHOĆ RAZ ODEBRAĆ ODE MNIE TELEFON! Krótkie wyjaśnienie dałoby jakies ukojenie mojemu sercu. Przez tyle miesięcy wyjaśniałam sobie, co się z Tobą stało. Tyle wersji tworzyłam w mojej głowie. Tęskniłam, cholera!
Ledwo oddychałam. Jednym tchem wypowiedziałam tyle słów, a on milczał. Widziałam, jak póbuje ułożyć wyjaśnienia w zwięzłą sensowną całość. Te chwile milczenia były najdłuższymi chwilami w moim życiu.
- Ja.. - odezwał się w końcu - Ja przepraszam. Nie chciałam, byś tak to odebrała. Nie chciałem Cię zostawiać, a wiedz, że choć nie byliśmy razem, to kochałem Cię najmocniej.
Zdenerwował mnie nie na żarty.
- Odpowiedz na moje pytania, nie przepraszaj, wiesz, że tego nie lubię. Puste słowa.
Spuścił głowę, zaczęłam czuć do niego tą nienawiść, która obudziła się we mnie po kilku miesiącach czekania.
- Tego wieczoru, którego miałem się z Tobą spotkać i porozmawiać z Tobą, przyszedł do mnie ktoś. Człowiek w średnim wieku. Powiedział, że musimy porozmawiać. Zaprosiłem go do domu, wydawał się normalnym gościem, rodziców nie było. Gdy zamknąłem za nim drzwi i odwróciłem się, wyjął broń i wycelował nią we mnie. Wypowiedział szybko kilka słów. Mówił, że czeka na namiary dillera, że za godzine chce je mieć w tym i tym miejscu. Znałem go, kiepski był z niego wspólnik wroga mojego byłego kumpla. Gdy wyszedł, zrozumiałem, że miałem godzinę na to, by wynieść się z miasta jak najdalej zabierając jedynie forsę i dokumenty. Resztę zostawiłem, razem z komórką, dlatego nie odbierałem. Przepraszam, że nie zadzwoniłem. Tak mi głupio. Widzę w twoich oczach, że dręczą Cię znów jakieś pytania, nawet domyślam się czego dotyczą. Gdy się poznaliśmy, nie mówiłem Ci o mojej przeszłości. Nigdy Ci o niej nie opowiadałem, nie było warto. Wraz z poznaniem Ciebie skreśliłem wszystko, co miało związek z moją przeszłością. Przyznam, na początku chciałem się Tobą jedynie zabawić, ale bardzo szybko się przekonałem, że zalazłem to, czego szukałem całe życie. Skarb. Mój kumpel, były kumpel, był dillerem dragów. Pomagałem mu przy tym razem z przyjaciółmi. Interes zajebiście się rozkręcił, przelewało się kasy jak lodu. Wraz z początkiem wakacji sprzed dwóch lat skończyłem z tym. Zerwałem znajomość z tym kumplem, ponieważ nie przyjął tego zbyt dobrze. Reszta chłopaków, którzy pomagali mi razem z nim, wciąż się ze mną kontaktowała. Miałem przy sobie dokumenty, papiery od przelewów, informacje o wszystkim, gdzie znajdowała się nasza siedziba, WSZYSTKO! Konkurencja odkryła to dość szybko. Najprawdopodobniej dowiedzieli się też, że to zostawiłem. Wiedziałem, że gdybym został, groziliyby mi. Dowiedzieli by się prędzej czy później, że jesteś Ty, że byłaś dla mnie najważniejsza - wziął głęboki oddech. - I nadal jesteś. Chciałem, byś była bezpieczna, ale nie chciałem też wydawać kumpli. Zabrałem ze sobą wszystko i wyjechałem, ratując tym samym tyłki kumplom, chroniąc Ciebie. Kochałem Cię, Julia, wciąż kocham.
Łzy leciały mi z oczu. Takiej wersji wydarzeń się nie spodziewałam. Nie spodziewałam się tego, że mnie kochał, choć ja kochałam go ponad wszystko.
- O czym chciałeś ze mną porozmawiać tamtego wieczoru, którego zniknąłeś?
- Juliet, kochałem Cię, wyznałem Ci to właśnie. O czym ważnym mogłem z Tobą porozmawiać? Chciałem powiedzieć Ci to, chciałem wyznać Ci, że pragnę być z Tobą i choć byliśmy mniej dojżali, pragnąłem przeżyć z Tobą reszte życia.
Zasłoniłam mu usta mokrymi od wycieranych łez dłońmi. Nadmiar emocji sprawiał, że serce koliło mnie niemiłosiernie. Tak, muszę się wybrać w końcu do kardiologa. Nie wiedziałam o czym myśleć. O tym, co jest teraz? O tym, co będzie? O tym, co było? "Nie myśl o niczym, tylko o jednym. Dziewczyno, wiesz co on przed chwilą powiedział? Dziewczyno, wiesz, co czuje twoje serce? Chyba się uzupełniacie, na co czekasz." - powiedziało serce. A rozum? Hallo, gdzie rozum? Rozum odmawia wypowiedzi w tej sprawie.
- Romeo, przytul mnie, już.

kocham to, kocham Ciebie! :D
OdpowiedzUsuń;*
fajnie tu:) jeśli masz ochotę zapraszam do mnie i zachęcam do obserwacji;**
OdpowiedzUsuńhttp://www.hannnahann.blogspot.com/