Jest godzina 21, właśnie wróciłam z "przechadzki" po mieście. Czy przeżyje choć jeden dzień, w którym nic zaskakującego się nie stanie? Brak mi wrocławskiego spokoju. W szkole nie działo się nic, jeśli można to tak nazwać. Nie rozmawiałam z nikim, nie zdobyłam znajomych. Julia nie wyraża zainteresowania moją osobą, mam wrażenie, że podlega wpływom Michaliny. Z tymi znajomymi, to miałam okazję, ale na prawdę nie interesuje mnie dziewczyna, która całe przerwy spędza w szkolnej bibliotece z okularami do czytania na nosie, a na lekcjach jedynym jej zajęciem jest ukrywanie książek pod piórnikiem i ukradkowe czytanie ich. Schiza jakaś. Gdy tylko widziałam czteroosobową ekipę z klasy, która przechadzała się po korytarzu, przypominały mi się wczorajsze słowa Michaliny. Nie wiedziałam, czy dobrze zrobiłam postanawiając nic w sobie nie zmieniać, miałam wątpliwości. Tak bardzo brakuje mi towarzystwa, że chciałabym się dopasować, ale podobam się sobie, jak już wspominałam. Wychodząc ze szkoły miałam skrytą nadzieję, że Michalina zatrzyma mnie przy wyjściu i przekaże jakieś wskazówki. Niestety, nic takiego mnie nie spotkało. W drodze do domu planowałam popołudnie. Stwierdziłam, że mogłabym się w końcu wybrać do miasta na małe zakupy by zapoznać się z trendami w tej dzielnicy. Gdy weszłam do domu mama zatrzymała mnie w przedpokoju w trakcie zmieniania obuwia. Spytała, jak się czuję. Miałam ochotę powiedzieć jej, co myślę o tej szkole, że to przestaje mnie bawić. Że mimo zainteresowania osobą Julii i tą całą paczką mam dosyć. " Dobrze, jeszcze nie znalazłam znajomych, ale jestem na dobrej drodze. " - odpowiedziałam i pobiegłam do pokoju. Rzuciłam torbę na łóżko i przebrałam się. Wyjęłam nowe buty z szafy, założyłam je i zdążyłam krzyknąć tylko " wychodzę ". Kilka chwil potem już przechadzałam się po jednej z ulic, przy której widziałam jakieś sklepy. Ciuchy w tych sklepach odchodziły o milion od moich norm. Dresy, luźne podkoszulki, kolorowe szerokie bluzy. Zrezygnowana postanowiłam przejść się do parku. To miasto wyglądało inaczej, miałam wrażenie, że jestem tu obcą niechcianą osobą. Usiadłam na ławce podłączając słuchawki do telefonu. Zamknęłam oczy, by zapomnieć o ostatnich dniach. Czy to musiało się zdarzyć? Obiecuję sobie, że przejadę się do tego Wrocławia by nagadać tym sąsiadom. Jak można popełnić tak banalny błąd? Nagle przypomniałam sobie o swoich znajomych. Mają przyjechać do mnie w sobotę, czyli już jutro. Ach, jak się cieszę, że już zaczyna się weekend. Nagle usłyszałam chrząknięcie, które próbowało chyba zagłuszyć muzykę w moich słuchawkach. " BlackBarry, to Ci jeszcze przepuszczę, bo lubię ten rodzaj telefonów, lecz te twoje ubrania i twoje zachowania doprowadza mnie i moich znajomych do szału. Mówiłam Ci, zmień się. Albo się do nas dopasujesz, albo wyjazd z naszej szkoły. Wydaje mi się, że nie masz wyboru. Jutro o 13 tutaj, w tym samym miejscu. Weź dużo kasy, zobaczymy, co z Ciebie będzie. Tak na prawdę, trochę mi Ciebie szkoda. " - usłyszałam, gdy wyjęłam słuchawki z uszu. " Myślisz, że przyjdę? Nie jesteś dziewczyną, która podporządkowała sobie cały świat. Decyzję pozostaw mi. " - takie słowa ode mnie usłyszała. Wyglądała na zmieszaną, ale po chwili odwróciła się na pięcie i luźnym krokiem podążyła w kierunku ulicy z tymi obleśnymi sklepami. W końcu jutro odwiedzają mnie przyjaciele, nie przepuszczę tego. A ta dziewczyna? Nic dla mnie nie znaczy, nie zmienię dla niej swoich planów. Ponownie włożyłam słuchawki do uszu i udałam się w stronę domu. Po chwili dźwięk sms'a przerwał piosenkę. " Niestety, nie przyjedziemy jutro z Izą do Ciebie, mamy w szkole dodatkowe zajęcia, sory, pa, Kochamy Cię. ". Nie wiedziałam co powiedzieć. Wolały szkołę, niż mnie? Co się do cholery stało? W jednej chwili się załamałam. Pomyślałam, że chyba jutrzejszy dzień spędzę z Michaliną, swoją interesującą imienniczką i dwoma przystojniakami z klasy. Zapowiadałoby się ciekawie, gdybyśmy choć trochę mieli ze sobą wspólnego.
Ja, miasto:
kocham to, wiesz?
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz, jak mnie zawstydziłaś.
OdpowiedzUsuńświetne! uwielbiam Twojego bloga.
OdpowiedzUsuń