6 września

Poniedziałek.

Nie miałam ochoty wstać z łóżka. Cała siła, jaką wczoraj poczułam przytulając się do brata, gdzieś się ulotniła. W jednej chwili odechciało mi się wyjaśniać wszystkiego Michalinie, przelać swój gniew na wyrzuty Dominikowi. Zamknęłam oczy, chciałam zasnąć i nie obudzić się przynajmniej do godz. 10. Tak trudno było mi zasnąć. Kilka minut później do pokoju wszedł Maciek. Spytał jak się czuję. Nie odpowiedziałam, odwróciłam się do niego plecami, nie miałam ochoty rozmawiać. Gdy odwróciłam się po chwili z nadzieją, że już wyszedł, czego nie mogłam usłyszeć, ponieważ drzwi były zawsze otwarte, siedział na foletu wpatrując się we mnie. Jego oczy i wyraz twarzy wyrażały troskę i chęć pomocy, a zarazem ciekawość. Zapewniłam go, że dobrze się czuję, ale nie mam ochoty iść do szkoły. To wszystko mnie przerastało. Zrozumiał, tego się spodziewałam. W nim zawsze miałam oparcie. Chwilę po tym, jak wyszedł z pokoju, usłyszałam słowa mamy, która zgadzała się na to, bym pozostała w domu. Kamień spadł mi z serca, oczy same  mi się zamykały. Zasnęłam. Gdy się obudziłam, zegar wskazywał godzinę jedenastą. Nie wierzyłam, że aż tyle czasu mogłam przespać, to aż trzy i pół godziny, odkąd obudziłam się poprzednim razem. Wstałam i ociężale skierowałam się w stronę drzwi do małej garderoby. Trochę poszperałam w ciuchach. Ubrałam się tak, by się usatysfakcjonować. Jeszcze raz przemyślałam to wszystko. W sumie nic mi nie zrobił, choć mogło do tego dojść. Bałam się go, jednak miałam zacięty charakter, bez walki na pewno nie poddałabym się. Mam świadomość, że gdy zobaczę jego twarz, jego sylwetkę wśród czwórki przyjaciół, część odwagi mnie opuści, dlatego chcę porozmawiać z Michaliną na osobności. Po śniadaniu wyszłam na dwór, lecz tym razem nie przechadzałam się po mieście. Usiadłam na ławce w naszym niewielkim ogrodzie i rozmyślałam. Zdążyłam powymieniać się numerami telefonu chyba ze wszystkimi już w klasie i nie zdążyłam opowiedzieć tutaj o tym, że znalazłam koleżankę, dość dobrą koleżankę. W klasie bliski jej jest tylko chłopak, z którym jest. Są wspaniałą parą i przeciwności losu, czyli przede wszystkim brak akceptacji wśród młodzieży w klasie, nie przeszkadzają im. Nazywa się Edyta, jej chłopak to Eryk. Pasują do siebie jak ulał. Postanowiłam, że zadzwonię do niej po szkole, by przejść się na spacer, lody, bądź małe zakupy. Polubili mnie oboje, to było widać, ponieważ to oni jako jedyni podchodzili do mnie na przerwach, które do tamtej pory spędzałam samotnie. Siedzę za nimi w ławce w klasie. Moja jest ostatnia w rzędzie, ich przedostatnia. Świetnie się dogadujemy, a jako że reszta klasy jest poszufladkowana, my trzymamy się razem. W tej znajomości przeszkadza mi jedynie czwórka panujących w tej klasie, lecz ze względu na Mateusza z nimi wytrzymuję. Jula mnie nie polubiła, może ze względu na tego, że jest zazdrosna. Przecież ja wcale z Mateuszem nie rozmawiam, więc nie powinna. No cóż, takie są dziewczyny. Po obiedzie zadzwoniłam do Edyty. Zgodziła się na spotkanie bez dyskusji i stwierdziłyśmy razem, że pójdziemy na lody. Chciała zabrać Eryka, oczywiście nie miałam nic przeciw temu. Godzinę później podążałam wzdłóż głównej ścieżki parku i zauważyłam ją na jednej z ławek. Ucałowałyśmy się w polik na przywitanie, po czym Edycie zrzędła mina. Powiedziała, że Eryk nie mógł przyjść bo ogłosili jakiś konkurs w skate parku, a chłopak Edyty + deska = wielka miłość. Uśmiechnęłam się miło do dziewczyny i stwierdziłam, że nie ma się co martwić, bo mi to w zupełności nie przeszkadza. Odwzajemniła uśmiech i zaproponowała mi, że mogłybyśmy pójść do skate parku i zobaczyć, co tam się dzieje. Byłam wniebowzięta. Deski miały jakiś urok w sobie. Kilka chwil potem byłyśmy już w skate parku. Poznałam Eryka od razu, Edyta najwyraźniej też, ponieważ już od wejścia machała mu energicznie. Usiadłyśmy na jednej z ławek i przyglądałyśmy się konkursowi. Tricki z deską ogromnie mi się podobały i nie wyglądało to wcale tak źle. Moje wyobrażenia dotyczące stylu skate i ich upodobań były mieszane. Irytowali mnie tacy ludzie, a teraz poczułam, że staję się jedną z nich. Konkurs się skończył, jury w postaci publiczności ogłosiło wyniki. Jednogłośnie wygrał jeden z chłopaków na dwukołowych deskach, a Eryk zajął drugie miejsce na swojej fantastycznej czterokołowej. Zastanawiałam się co znaczą wzroki wymalowane na jej spodzie. Eryk powiedział, że sam nie wie, ale mu się podobało. Cała nasza trójka się roześmiała. Wyszliśmy ze skate parku i dużo rozmawialiśmy. Pytali, dlaczego nie byłam w szkole. Powiedziałam po prostu, że mi się nie chciało, zrozumieli. W tej szkole to normalne, tylko nie zawsze rodzice na to pozwalają. Powiedzieli, że mam szczęście, mieć takich rodziców. Po drodze zachaczyliśmy o budkę z lodami. Odprowadzili mnie do domu i razem podążyli dalej śmiejąc się, obejmując i rozmawiając. Patrzyłam za nimi długo, puki nie zniknęli mi z oczu. Czułam, że będą, a może już są moimi pierwszymi przyjaciółmi tutaj i pozostaną nimi na długo. Wtedy przez myśl przeszedł mi Mateusz. Stuknęłam się w głowę z uśmiechem i wyrzutami " O czym ty dziewczyno w tak wspaniałym dniu myślisz " i weszłam do domu. Czułam się szczęśliwa.


2 komentarze:

Łączna liczba wyświetleń